Strona główna Sieci Mila Mila – moje pierwsze wrażenia

Mila – moje pierwsze wrażenia

1005
0
PODZIEL SIĘ
Ja bym słodycze ułożył tutaj kolorami, a ktoś na siłę ułożył je kategoriami. Wiem, że to dziwne, ale jeśli się nie wyróżnisz zginiesz.

W Makowie Podhalańskim funkcjonuje Mila. Zajrzałem do niej dziś po raz pierwszy. Wrażenia?

Moje pierwsze wrażenie związane z tym formatem marketu jest pozytywne. Taka mała galeria. Apteka z zewnątrz, RUCH wewnątrz. Duża przestrzeń wejściowa trochę odstrasza, jest nieprzyjemna, zniechęcająca, bez komunikatów, bez przyjacielskiego powitania. Jesteś bo jesteś Gościu, ale nic poza tym. Mało miło na wejściu, a miało być milo.

Chałupa z logo fot. sweets.news
Chałupa z logo fot. sweets.news

Rozumiem mała miejscowość, rozumiem wszyscy się znają, ale niewielki uśmiech na twarzach personelu przydałby się. Ten format potrzebuję jakiegoś wyraźnego efektu wow, bo inaczej nie będzie fajnie. Póki co mamy do czynienia z chałupą z logo. Ale…

Ale w środku są dwie niespodzianki: jedna pozytywna druga nie. Zacznę od tej pozytywnej, która jest na końcu hali. Świetne stoisko z wędlinami. Wypełnione po brzegi. Szeroka różnorodność, niezłe światło, profesjonalna obsługa – małe sklepy na mieście nie mają szans. Sprawdziłem.

A ta negatywna niespodzianka? To autentyczny koszmar klienta w tym sklepie: cenówki. Nierówno, nieczytelne, brzydkie, brzydkie, no kurde-z-drukarki-igłowej. Porąbało? Żal było patrzeć. A te czasy minęły już bezpowrotnie.

Dość ciekawe rozwiązanie znalazłem przed kasami. Promocje w koszach. Ktoś mega-inteligentny wymyślił, że plansza z promocyjną ceną będzie sterczeć przed koszem, w taki sposób, by przypadkiem nie było tak łatwo wziąć promowany towar do koszyka. Inna sprawa to same promocje. Nuda.

W sklepie z braku pomysłu urządzono stoisko z luzem. Ale jak! Tradycja makowskiego rynku na którym handluje się jajami, kurami, mlekiem, masłem i serem jest przedłużona. Nie musimy się martwić.

Obejrzyjmy relację ze stoiska z ciastkami i słodyczami.